2009-08-20

Cogito nr 17, Małgorzata Święchowicz

Gdy do Polski daleko

Czy ktoś po trzech, czterech a czasami ośmiu latach nauki za granicą, jest w stanie z powrotem wejść w edukacyjny system polski? Co ma zrobić nastolatek, którego rodzice podejmują decyzję: koniec emigracji, wracamy? Rozmowa z wiceministrem edukacji Krzysztofem Stanowskim.

 



Ilu młodych Polaków uczy się poza granicami kraju? Czy ktokolwiek potrafił ich już zliczyć?

Dzieci i młodzież, wyjeżdżające z Polski lub urodzone poza granicami kraju, uczą się w lokalnych szkołach – tam realizują obowiązek szkolny. Ponad 100 tysięcy uczniów dodatkowo – co nas bardzo cieszy – uczy się języka polskiego i kilku innych przedmiotów w niemal 900 tak zwanych szkołach sobotnich działających na całym świecie. Ogromna większość tych szkół jest prowadzona przez stowarzyszenia rodziców, organizacje pozarządowe, parafie. Około 10 procent szkół sobotnich funkcjonuje przy polskich placówkach dyplomatycznych. Te ostatnie szkoły przez wiele lat były dostępne tylko dla dzieci dyplomatów, ale od 1992 roku drzwi tych szkół otwarto szerzej i naukę w nich umożliwiono także innym.

Każda polska szkoła sobotnia za granicą to miejsce szczególne, to centrum polskości. Jestem pełen uznania dla młodych Polaków, którzy systematycznie uczęszczają do szkoły sobotniej. W tym czasie, kiedy polskie dzieci uczą się przedmiotów ojczystych, ich rówieśnicy w Kanadzie idą na hokej, w Irlandii kopią piłkę

Czy wszyscy młodzi Polacy, którzy mieszkają za granicą, uczęszczają do szkoły sobotniej? Z pewnością nie. Bywa, że ktoś w ogóle nie korzysta z oferty szkoły polskiej, bo ma do takiej szkoły zbyt daleko, niektórzy korzystają bardzo rzadko. Na przykład dzieci z niektórych wysp greckich potrzebują 8 godzin, żeby dostać się na lekcje i 8 godzin, żeby z nich wrócić. Jedna taka wyprawa w miesiącu, aby pobyć kilka godzin z nauczycielem polskiego, to wszystko, na co mogą sobie pozwolić.

25 sierpnia od godz. 17.00 na czacie na portalu Powroty.gov.pl, na Wasze pytania będzie odpowiadał Krzysztof Stanowski, wiceminister w Ministerstwie Edukacji Narodowej. Już teraz możesz zadać pytanie o powrót!
Wyślij pytanie na adres: serwisyedukacyjne@portal.onet.pl

 

Jak zmieni się nauczanie polskich uczniów za granicą?



Oto plany MEN:

- nowa specjalna podstawa programowa, programy i modułowy podręcznik dla szkół polskich za granicą podzielone na bloki: językowy oraz kształcenia kulturowego (w tym bloku m.in. historia oraz geografia Polski, literatura, wiedza o współczesnej Polsce);

- szkoły sobotnie, które będą współpracowały z MEN i realizowały specjalną podstawę programową, będą wydawały uczniom świadectwa wg wzoru zatwierdzonego przez MEN (w tej chwili takie prawo mają tylko szkoły przy ambasadach);

- zwiększenie pomocy dla wszystkich szkół sobotnich, stopniowa likwidacja dysproporcji między zasadami finansowania szkół przy ambasadach i szkół prowadzonych przez organizacje polonijne; stopniowe przekształcanie szkół sobotnich przy ambasadach w szkoły prowadzone przez stowarzyszenia przy wsparciu finansowym państwa;

- umożliwienie absolwentom uzyskania certyfikatu poświadczającego znajomość języka polskiego;

- możliwość korzystania z tzw. nauczania domowego (to realizacja obowiązku szkolnego poza szkołą): uczeń, choć będzie przebywał za granicą, zapisany zostanie do szkoły w Polsce i stąd otrzyma świadectwo na podstawie dorocznych egzaminów klasyfikacyjnych, organizowanych przez dyrektora szkoły w Polsce;

- dla zainteresowanych możliwy będzie korespondencyjny tryb kształcenia przygotowujący do uzyskania polskiej matury;

- uczniowie wracający z zagranicy będą mogli skorzystać z rocznego wsparcia przed przyjazdem, a po powrocie – z możliwości dodatkowych zajęć z języka polskiego oraz dodatkowych zajęć wyrównawczych z większości przedmiotów, tak aby jak najbardziej płynnie włączyć się w polski system edukacyjny;

- przy wybranych polskich placówkach dyplomatycznych będą działać doradcy oświatowi

(to główne propozycje zawarte w opracowanym przez MEN Programie Rozwoju Oświaty Polskiej za Granicą i Oświaty Polonijnej na lata 2009–2011).

Ci, którzy nie chcą zrywać kontaktu z językiem polskim ciężko się przestraszyli – na początku wakacji sparaliżowały ich doniesienia, że MEN chce zamykać polskie szkoły za granicą. Zaczęły się protesty w Atenach, Brukseli, Hadze.

Mogę wszystkich uspokoić: w najbliższym roku szkolnym nie będzie żadnych istotnych zmian. Dzięki dodatkowym 6 milionom złotych, przewidzianym w nowelizacji budżetu, 1 września szkoły, które dotąd były finansowane z budżetu państwa, normalnie rozpoczną pracę. Pytanie tylko, czy to wystarczy? Niestety to za mało. Liczba uczniów ciągle rośnie, a finansową pomocą MEN objęta jest zaledwie niewielka część szkół. Dlatego do końca tego roku będziemy dyskutować nad ważnym dokumentem, który nazywa się Program Rozwoju Oświaty Polskiej za Granicą i Oświaty Polonijnej...

...żeby jednak było lepiej, niż jest teraz?

żeby zdecydowanie zwiększyć pomoc dla szkół i zlikwidować dyskryminację pochodzącą z czasów słusznie minionej przeszłości. W tej chwili tylko 10 procent uczniów polskich szkół sobotnich za granicą otrzymuje pomoc państwa. 90 procent, czyli przytłaczająca większość, uczy się w szkołach, które są finansowane niemal wyłącznie przez rodziców.

 

 

 

 




Ile kosztuje nauczanie uzupełniające jednego Polaka za granicą?

Koszt jest różny, zależy od miejscowych warunków czy liczby uczniów w szkole. W szkołach finansowanych przez rodziców jest to około 150-200 euro rocznie. Wszyscy młodzi ludzie, których rodzice dbają o to, by mieli szansę uczyć się języka polskiego, mają prawo liczyć na wsparcie państwa. Wsparcie, ale nie pełne finansowanie. Nie jest tak, że polski uczeń, który wyjedzie do innego kraju, ma prawo oczekiwać, że polski rząd pojedzie za nim, zbuduje mu szkołę i wyśle do niej nauczyciela. Ale jeżeli rodzice chcą i potrafią się zorganizować, wkładają wiele starań w to, żeby ich dzieci mimo wyjazdu z kraju nie traciły kontaktu z językiem polskim, kulturą, tradycją, wówczas państwo powinno – w miarę swych możliwości – im pomóc. Jaka będzie w przyszłości skala tej pomocy i jaka będzie jej forma – okaże się mniej więcej pod koniec tego roku. W moim przekonaniu państwo powinno podwoić nakłady na bezpośrednie wsparcie szkół poza granicami kraju. Gdybyśmy dziś taką samą pomoc, jaką otrzymują szkoły przy ambasadach, zaoferowali szkołom sobotnim finansowanym przez rodziców, należałoby zwiększyć nakłady o 150–250 milionów złotych.

Wybuchła panika, gdy Pan zapowiedział, że trzeba stawiać na korespondencyjną naukę polskiego.

Tak nie powiedziałem.



Ale tak to podały media.

Proszę więc pytać o to media. Chcemy, żeby nauczanie na odległość poszerzyło aktualną ofertę nauki, a nie zastępowało szkoły sobotnie. Taka forma nauki jest jedyną szansą dla uczniów, którzy mieszkają zbyt daleko od sobotniej szkoły. Nie powinniśmy o nich zapominać tylko dlatego, że mieszkają daleko od ambasady.

Kiedy rozmawiamy z rodzicami, nauczycielami, liderami macierzy szkolnych na świecie widzimy, że zmiany są konieczne. Obecny system jest archaiczny. Niezbędne jest dostosowanie podstawy programowej do potrzeb uczniów – ich sytuacja bardzo różni się od rówieśników w kraju – i w tym celu potrzebne są specjalne programy nauczania i podręczniki, które powstaną do końca przyszłego roku. Decyzja o podjęciu nauki języka polskiego dla ucznia w Glasgow, Madrycie czy Sydney nie powinna być też technologiczną wędrówką w czasie do epoki Konopnickiej. Ci uczniowie na co dzień uczą się w brytyjskiej czy hiszpańskiej szkole, gdzie korzystają ze współczesnych technologii. Z dziadkami co dzień rozmawiają przez skype’ a.

A teraz w polskiej szkole jest tak: nauczyciel, tablica, kreda?

Ciągle daleko nam do standardów na przykład szkół brytyjskich. Ale warto wiedzieć, że polskie szkoły w kraju są najaktywniejsze w unijnym, realizowanym w oparciu o technologie informatyczne, programie e-tweening.

Panuje opinia, że szkoły przy placówkach dyplomatycznych są na wyższym poziomie, niż społeczne szkoły sobotnie prowadzone przez stowarzyszenia. To prawda?

To jeden z wielu mitów. Podobnym mitem jest twierdzenie, że przy powrocie do kraju świadectwo ze szkoły sobotniej przy ambasadzie ma większą wartość niż świadectwo wydane przez szkołę społeczną. Znam bardzo wiele społecznych sobotnich szkół, w których jest bardzo wysoki poziom nauczania, w których zajęcia prowadzą doświadczeni pedagodzy, również jako wolontariusze. Niestety znam też szkoły przy ambasadach, w których większość nauczycieli nie ma kwalifikacji wystarczających do nauczania danego przedmiotu w szkole w kraju. Jeśli chcemy oceniać jakość pracy szkół, musimy sobie zadać pytanie: co chcemy zmierzyć? Poziom znajomości języka polskiego wśród uczniów? On jest oczywiście różny. Mamy uczniów w Brazylii, którzy nie rozmawiają po polsku z nikim poza nauczycielem z kraju. Czy to znaczy, że szkoła w Brazylii ma niski poziom? W Londynie w jednej klasie szkoły sobotniej spotykają się uczniowie, którzy kilka miesięcy temu uczyli się w gimnazjum w Łomży z wnukami lotników z Dywizjonu 303... Dla tych uczniów ważniejsze jest przygotowanie do polskiej matury czy do brytyjskiego egzaminu A-level z języka polskiego? Cele szkoły sobotniej powinni wyznaczać rodzice. Oni też powinni oceniać sposób jej funkcjonowania, mieć także ostateczny głos w kwestii zakresu nauczanych przedmiotów a nawet zatrudnienia nauczycieli.

Czy ktoś po trzech, czterech a czasami ośmiu latach nauki za granicą, jest w stanie z powrotem wejść w edukacyjny system polski? Co ma zrobić nastolatek, którego rodzice podejmują decyzję: koniec emigracji, wracamy.

Polski system edukacji zmienia się, jest coraz bardziej otwarty na uczniów przyjeżdżających z zagranicy. Są to nie tylko Polacy wracający z Londynu czy Aten, ale też młodzi Ukraińcy, Niemcy czy Brytyjczycy, których rodzice znaleźli pracę w Lublinie, Krakowie czy Gdańsku. Oni także mają prawo do nauki. Oczywiście każda zmiana systemu edukacji to szok. Inni nauczyciele, inny język, inny program, inny system oceniania. Dotyczy to zarówno wyjazdu, jak i powrotu. Ale są rozwiązania, które mają ułatwić powrót do polskiego systemu edukacji. W tym roku do ustawy o systemie oświaty wprowadzono możliwość organizowania dodatkowych zajęć z języka polskiego dla uczniów nie znających go w stopniu umożliwiającym korzystanie z nauki, a także zajęć wyrównawczych ze wszystkich podstawowych przedmiotów. Jeżeli ktoś uczył się chemii w Irlandii, Niemczech czy Australii, zwykle posiada wiedzę z tego przedmiotu, brakuje mu jednak słownictwa. Trzeba je uzupełnić. Czasem występują też rzeczywiste braki, które również trzeba nadrobić.

Kiedyś uczniowie wracający z zagranicy tracili rok – tam promowani do trzeciej klasy, tutaj niemal automatycznie "spadali" do drugiej. To się już nie może zdarzyć?

Nie. Prawo jest jednoznaczne. Uczeń po powrocie do kraju jest przyjmowany do polskiej szkoły na podstawie dwóch kryteriów: świadectwa wydanego w obcym systemie edukacji i liczby lat nauki. Ostatnie kryterium spowodowane jest faktem, że w wielu krajach dzieci rozpoczynają naukę w wieku sześciu, a nawet pięciu lat.

Kiedyś niemal każdemu uczniowi wracającemu z zagranicy robiło się w polskiej szkole egzaminy.

Nie można robić egzaminów.

Jest Pan pewien, że w szkołach to wiedzą i nie robią? Przecież decyzję o tym, czy zakres wiedzy ucznia jest adekwatny do podstaw programowych obowiązujących w Polsce, podejmuje dyrektor i nauczyciele. Mogą sobie uznać, że nie jest.

Nie ma takiego przepisu. Dyrektor i nauczyciele po zapisaniu ucznia do szkoły mogą zdiagnozować jego wiedzę i umiejętności, aby dostosować do nich program zajęć wyrównawczych. Chcę uczniom i rodzicom poradzić: jeżeli pojawi się jakaś trudność, proszę bezpośrednio zwrócić się do kuratora oświaty. Wiem, że takich interwencji jest już coraz mniej. To znaczy, że system działa coraz lepiej.

A może po prostu rodzice boją się chodzić na skargę do kuratora?

Żyjemy w wolnym kraju. Nie należy się bać. Sprawa nauki jest zbyt ważna, by ją lekceważyć. Robimy, co w naszej mocy, aby rodzice i uczniowie znali swoje prawa, orientowali się w przepisach. Na stronach www.polska-szkola.pl oraz www.powroty.pl informujemy o zasadach obowiązujących przy powrocie. Odpowiadamy na pytania. Nowością, którą chcielibyśmy jak najszybciej wprowadzić, są internetowe konsultacje dla uczniów i rodziców na rok przed planowanym powrotem do kraju. Jeżeli już wiesz, że za rok wracasz – zgłoś się, a my zobaczymy, gdzie się uczyłeś do tej pory, poinformujemy cię o twoich prawach, sprawdzimy – dobrowolnie – twoją wiedzę i umiejętności, żeby przekonać się, co już umiesz, a co warto nadrobić. Powiemy, jak postępować, by bezpiecznie i w miarę łagodnie wrócić do polskiego systemu edukacji. Oczywiście nigdy nie odbywa się to całkiem bezboleśnie. Szok związany z wyjazdem lub powrotem jest raz większy, raz mniejszy, ale zawsze jest.

Kiedy jest mniejszy?

Gdy ma się sześć lat i dopiero zaczyna naukę. Gdy dobrze zna się język kraju, w którym podejmuje się naukę. Jeżeli ma się lat 17 i do tego słabo zna się język, wtedy sytuacja jest bardzo trudna. Uczeń, który ostatnie 11 lat spędził w Niemczech i szykował się do zdawania matury w Bawarii, może mieć kłopot ze zdaniem matury w Polsce rok po powrocie. W takiej sytuacji bezpieczniej jest planować przeprowadzkę po zakończeniu pewnego etapu edukacyjnego. Przecież egzaminy zdawane za granicami są honorowane w Polsce. Z niemiecką, brytyjską czy francuską maturą można rozpocząć studia w Polsce.

Wszystkim szykującym się do powrotu chciałbym przypomnieć o jednej istotnej kwestii. Każdy ma rejonową szkołę podstawową i rejonowe gimnazjum, do którego musi zostać przyjęty. Szkoła ponadgimnazjalna ma swoje zasady rekrutacji, które obowiązują wszystkich. Aby dostać się do wymarzonego liceum, uczniowie w Polsce muszą często mieć bardzo wysokie wyniki egzaminu gimnazjalnego. Jeżeli chcesz podjąć naukę w takim liceum, przywieź z zagranicy wzorowe świadectwo z tamtejszej szkoły. Bez niego proszenie kuratora oświaty o interwencję nie jest dobrym pomysłem. Oczywiście kurator musi zadbać o to, by uczeń miał zagwarantowane miejsce w szkole, ale...

...nie musi być to od razu szkoła najlepsza, najbardziej oblegana?

Może to nie być ta szkoła, o której marzy uczeń.

Czy jest szansa, żeby dobrze zdać polską maturę nie wracając z zagranicy do polskiego liceum?

W tym roku maturę zdawało z sukcesem 10 uczniów, którzy korespondencyjnie uczyli się w warszawskim Zespół Szkół dla Dzieci Obywateli Polskich Czasowo Przebywających za Granicą. Do polskiej matury mogą też przystąpić absolwenci szkół ponadgimnazjalnych z innych krajów. Chcielibyśmy dać też szansę tym, którzy mając 16 czy 17 lat wyemigrowali do krajów, gdzie obowiązek szkolny obejmuje uczniów tylko do 16 roku życia. Przy słabej znajomości języka taki uczeń ma niewielkie szanse, że jakaś szkoła go przyjmie.

I?

Praktycznie ma zamkniętą drogę do dalszej edukacji. Właśnie z myślą o takich osobach chcemy uruchomić kursy internetowe, przygotowujące do polskiej matury. Kursy prowadzone na odległość przez wykwalifikowanych nauczycieli. Tylko w ten sposób można tej młodzieży pomóc. W tej chwili już niektórzy z podobnej formy korzystają – mamy na przykład uczennicę, która z rodzicami podróżuje dookoła świata.
Ona uczy się właśnie korespondencyjnie.

Rozmawiała Małgorzata Święchowicz