|
Gdy do Polski daleko Czy ktoś po trzech, czterech a czasami ośmiu
latach nauki za granicą, jest w stanie z powrotem wejść w
edukacyjny system polski? Co ma zrobić nastolatek, którego rodzice
podejmują decyzję: koniec emigracji, wracamy? Rozmowa z wiceministrem edukacji
Krzysztofem Stanowskim.
|
Ci, którzy nie
chcą zrywać kontaktu z językiem polskim ciężko
się przestraszyli – na początku wakacji sparaliżowały ich
doniesienia, że MEN chce zamykać polskie szkoły za granicą.
Zaczęły się protesty w Atenach, Brukseli, Hadze.
Mogę wszystkich uspokoić: w najbliższym roku szkolnym nie
będzie żadnych istotnych zmian. Dzięki dodatkowym 6 milionom
złotych, przewidzianym w nowelizacji budżetu, 1 września
szkoły, które dotąd były finansowane z budżetu
państwa, normalnie rozpoczną pracę. Pytanie tylko, czy to
wystarczy? Niestety to za mało. Liczba uczniów ciągle rośnie, a
finansową pomocą MEN objęta jest zaledwie niewielka
część szkół. Dlatego do końca tego roku będziemy
dyskutować nad ważnym dokumentem, który nazywa się Program
Rozwoju Oświaty Polskiej za Granicą i Oświaty Polonijnej...
...żeby jednak było lepiej,
niż jest teraz?
żeby zdecydowanie zwiększyć pomoc dla szkół i
zlikwidować dyskryminację pochodzącą z czasów słusznie
minionej przeszłości. W tej chwili tylko 10 procent uczniów polskich
szkół sobotnich za granicą otrzymuje pomoc państwa. 90 procent,
czyli przytłaczająca większość, uczy się w
szkołach, które są finansowane niemal wyłącznie przez
rodziców.
Ile kosztuje nauczanie
uzupełniające jednego Polaka za granicą?
Koszt jest różny, zależy od miejscowych warunków czy liczby uczniów w
szkole. W szkołach finansowanych przez rodziców jest to około 150-200
euro rocznie. Wszyscy młodzi ludzie, których rodzice dbają o to, by
mieli szansę uczyć się języka polskiego, mają prawo
liczyć na wsparcie państwa. Wsparcie, ale nie pełne
finansowanie. Nie jest tak, że polski uczeń, który wyjedzie do innego
kraju, ma prawo oczekiwać, że polski rząd pojedzie za nim,
zbuduje mu szkołę i wyśle do niej nauczyciela. Ale jeżeli
rodzice chcą i potrafią się zorganizować,
wkładają wiele starań w to, żeby ich dzieci mimo wyjazdu z
kraju nie traciły kontaktu z językiem polskim, kulturą,
tradycją, wówczas państwo powinno – w miarę swych
możliwości – im pomóc. Jaka będzie w przyszłości skala
tej pomocy i jaka będzie jej forma – okaże się mniej więcej
pod koniec tego roku. W moim przekonaniu państwo powinno podwoić
nakłady na bezpośrednie wsparcie szkół poza granicami kraju.
Gdybyśmy dziś taką samą pomoc, jaką otrzymują
szkoły przy ambasadach, zaoferowali szkołom sobotnim finansowanym
przez rodziców, należałoby zwiększyć nakłady o 150–250
milionów złotych.
Wybuchła panika, gdy Pan
zapowiedział, że trzeba stawiać na korespondencyjną
naukę polskiego.
Tak nie
powiedziałem.
|
|
Ale tak to podały media.
Proszę więc pytać o to media. Chcemy, żeby nauczanie na
odległość poszerzyło aktualną ofertę nauki, a nie
zastępowało szkoły sobotnie. Taka forma nauki jest jedyną
szansą dla uczniów, którzy mieszkają zbyt daleko od sobotniej
szkoły. Nie powinniśmy o nich zapominać tylko dlatego, że
mieszkają daleko od ambasady.
Kiedy rozmawiamy z rodzicami, nauczycielami, liderami macierzy szkolnych na
świecie widzimy, że zmiany są konieczne. Obecny system jest
archaiczny. Niezbędne jest dostosowanie podstawy programowej do potrzeb
uczniów – ich sytuacja bardzo różni się od rówieśników w kraju –
i w tym celu potrzebne są specjalne programy nauczania i podręczniki,
które powstaną do końca przyszłego roku. Decyzja o podjęciu
nauki języka polskiego dla ucznia w Glasgow, Madrycie czy Sydney nie
powinna być też technologiczną wędrówką w czasie do
epoki Konopnickiej. Ci uczniowie na co dzień uczą się w
brytyjskiej czy hiszpańskiej szkole, gdzie korzystają ze
współczesnych technologii. Z dziadkami co dzień rozmawiają przez
skype’ a.
A teraz w polskiej szkole jest tak:
nauczyciel, tablica, kreda?
Ciągle daleko nam do standardów na przykład szkół brytyjskich.
Ale warto wiedzieć, że polskie szkoły w kraju są
najaktywniejsze w unijnym, realizowanym w oparciu o technologie informatyczne,
programie e-tweening.
Panuje opinia, że szkoły
przy placówkach dyplomatycznych są na wyższym poziomie, niż
społeczne szkoły sobotnie prowadzone przez stowarzyszenia. To prawda?
To jeden z wielu mitów. Podobnym mitem jest twierdzenie, że przy powrocie
do kraju świadectwo ze szkoły sobotniej przy ambasadzie ma
większą wartość niż świadectwo wydane przez
szkołę społeczną. Znam bardzo wiele społecznych
sobotnich szkół, w których jest bardzo wysoki poziom nauczania, w których
zajęcia prowadzą doświadczeni pedagodzy, również jako
wolontariusze. Niestety znam też szkoły przy ambasadach, w których
większość nauczycieli nie ma kwalifikacji wystarczających
do nauczania danego przedmiotu w szkole w kraju. Jeśli chcemy oceniać
jakość pracy szkół, musimy sobie zadać pytanie: co chcemy
zmierzyć? Poziom znajomości języka polskiego wśród uczniów?
On jest oczywiście różny. Mamy uczniów w Brazylii, którzy nie
rozmawiają po polsku z nikim poza nauczycielem z kraju. Czy to znaczy,
że szkoła w Brazylii ma niski poziom? W Londynie w jednej klasie
szkoły sobotniej spotykają się uczniowie, którzy kilka
miesięcy temu uczyli się w gimnazjum w Łomży z wnukami
lotników z Dywizjonu 303... Dla tych uczniów ważniejsze jest przygotowanie
do polskiej matury czy do brytyjskiego egzaminu A-level z języka
polskiego? Cele szkoły sobotniej powinni wyznaczać rodzice. Oni
też powinni oceniać sposób jej funkcjonowania, mieć także
ostateczny głos w kwestii zakresu nauczanych przedmiotów a nawet zatrudnienia
nauczycieli.
Czy ktoś po trzech, czterech a czasami
ośmiu latach nauki za granicą, jest w stanie z powrotem
wejść w edukacyjny system polski? Co ma zrobić nastolatek,
którego rodzice podejmują decyzję: koniec emigracji, wracamy.
Polski system edukacji zmienia się, jest coraz bardziej otwarty na uczniów
przyjeżdżających z zagranicy. Są to nie tylko Polacy
wracający z Londynu czy Aten, ale też młodzi Ukraińcy,
Niemcy czy Brytyjczycy, których rodzice znaleźli pracę w Lublinie,
Krakowie czy Gdańsku. Oni także mają prawo do nauki.
Oczywiście każda zmiana systemu edukacji to szok. Inni nauczyciele,
inny język, inny program, inny system oceniania. Dotyczy to zarówno
wyjazdu, jak i powrotu. Ale są rozwiązania, które mają
ułatwić powrót do polskiego systemu edukacji. W tym roku do ustawy o
systemie oświaty wprowadzono możliwość organizowania
dodatkowych zajęć z języka polskiego dla uczniów nie
znających go w stopniu umożliwiającym korzystanie z nauki, a
także zajęć wyrównawczych ze wszystkich podstawowych
przedmiotów. Jeżeli ktoś uczył się chemii w Irlandii,
Niemczech czy Australii, zwykle posiada wiedzę z tego przedmiotu, brakuje
mu jednak słownictwa. Trzeba je uzupełnić. Czasem
występują też rzeczywiste braki, które również trzeba
nadrobić.
Kiedyś uczniowie wracający
z zagranicy tracili rok – tam promowani do trzeciej klasy, tutaj niemal
automatycznie "spadali" do drugiej. To się już nie
może zdarzyć?
Nie. Prawo jest jednoznaczne. Uczeń po powrocie do kraju jest przyjmowany
do polskiej szkoły na podstawie dwóch kryteriów: świadectwa wydanego
w obcym systemie edukacji i liczby lat nauki. Ostatnie kryterium spowodowane
jest faktem, że w wielu krajach dzieci rozpoczynają naukę w
wieku sześciu, a nawet pięciu lat.
Kiedyś niemal każdemu
uczniowi wracającemu z zagranicy robiło się w polskiej szkole
egzaminy.
Nie można robić egzaminów.
Jest Pan pewien, że w
szkołach to wiedzą i nie robią? Przecież decyzję o
tym, czy zakres wiedzy ucznia jest adekwatny do podstaw programowych
obowiązujących w Polsce, podejmuje dyrektor i nauczyciele. Mogą
sobie uznać, że nie jest.
Nie ma takiego przepisu. Dyrektor i nauczyciele po zapisaniu ucznia do
szkoły mogą zdiagnozować jego wiedzę i
umiejętności, aby dostosować do nich program zajęć
wyrównawczych. Chcę uczniom i rodzicom poradzić: jeżeli pojawi
się jakaś trudność, proszę bezpośrednio
zwrócić się do kuratora oświaty. Wiem, że takich
interwencji jest już coraz mniej. To znaczy, że system działa
coraz lepiej.
A może po prostu rodzice
boją się chodzić na skargę do kuratora?
Żyjemy w wolnym kraju. Nie należy się bać. Sprawa nauki
jest zbyt ważna, by ją lekceważyć. Robimy, co w naszej
mocy, aby rodzice i uczniowie znali swoje prawa, orientowali się w
przepisach. Na stronach www.polska-szkola.pl oraz www.powroty.pl informujemy o
zasadach obowiązujących przy powrocie. Odpowiadamy na pytania.
Nowością, którą chcielibyśmy jak najszybciej
wprowadzić, są internetowe konsultacje dla uczniów i rodziców na rok
przed planowanym powrotem do kraju. Jeżeli już wiesz, że za rok
wracasz – zgłoś się, a my zobaczymy, gdzie się
uczyłeś do tej pory, poinformujemy cię o twoich prawach,
sprawdzimy – dobrowolnie – twoją wiedzę i umiejętności,
żeby przekonać się, co już umiesz, a co warto
nadrobić. Powiemy, jak postępować, by bezpiecznie i w miarę
łagodnie wrócić do polskiego systemu edukacji. Oczywiście nigdy
nie odbywa się to całkiem bezboleśnie. Szok związany z
wyjazdem lub powrotem jest raz większy, raz mniejszy, ale zawsze jest.
Kiedy jest mniejszy?
Gdy ma się sześć lat i dopiero zaczyna naukę. Gdy dobrze
zna się język kraju, w którym podejmuje się naukę.
Jeżeli ma się lat 17 i do tego słabo zna się język,
wtedy sytuacja jest bardzo trudna. Uczeń, który ostatnie 11 lat
spędził w Niemczech i szykował się do zdawania matury w Bawarii,
może mieć kłopot ze zdaniem matury w Polsce rok po powrocie. W
takiej sytuacji bezpieczniej jest planować przeprowadzkę po
zakończeniu pewnego etapu edukacyjnego. Przecież egzaminy zdawane za
granicami są honorowane w Polsce. Z niemiecką, brytyjską czy
francuską maturą można rozpocząć studia w Polsce.
Wszystkim szykującym się do powrotu chciałbym przypomnieć o
jednej istotnej kwestii. Każdy ma rejonową szkołę
podstawową i rejonowe gimnazjum, do którego musi zostać
przyjęty. Szkoła ponadgimnazjalna ma swoje zasady rekrutacji, które
obowiązują wszystkich. Aby dostać się do wymarzonego
liceum, uczniowie w Polsce muszą często mieć bardzo wysokie
wyniki egzaminu gimnazjalnego. Jeżeli chcesz podjąć naukę w
takim liceum, przywieź z zagranicy wzorowe świadectwo z tamtejszej
szkoły. Bez niego proszenie kuratora oświaty o interwencję nie
jest dobrym pomysłem. Oczywiście kurator musi zadbać o to, by
uczeń miał zagwarantowane miejsce w szkole, ale...
...nie musi być to od razu
szkoła najlepsza, najbardziej oblegana?
Może to nie być ta szkoła, o której marzy uczeń.
Czy jest szansa, żeby dobrze
zdać polską maturę nie wracając z zagranicy do polskiego
liceum?
W tym roku maturę zdawało z sukcesem 10 uczniów, którzy
korespondencyjnie uczyli się w warszawskim Zespół Szkół dla
Dzieci Obywateli Polskich Czasowo Przebywających za Granicą. Do
polskiej matury mogą też przystąpić absolwenci szkół
ponadgimnazjalnych z innych krajów. Chcielibyśmy dać też
szansę tym, którzy mając 16 czy 17 lat wyemigrowali do krajów, gdzie
obowiązek szkolny obejmuje uczniów tylko do 16 roku życia. Przy
słabej znajomości języka taki uczeń ma niewielkie szanse,
że jakaś szkoła go przyjmie.
I?
Praktycznie ma zamkniętą drogę do dalszej edukacji.
Właśnie z myślą o takich osobach chcemy uruchomić
kursy internetowe, przygotowujące do polskiej matury. Kursy prowadzone na
odległość przez wykwalifikowanych nauczycieli. Tylko w ten
sposób można tej młodzieży pomóc. W tej chwili już
niektórzy z podobnej formy korzystają – mamy na przykład
uczennicę, która z rodzicami podróżuje dookoła świata. Ona uczy się właśnie
korespondencyjnie.
Rozmawiała Małgorzata
Święchowicz